Fundamentals of ISTDP tom 2 - rozdzial What the Patient Resists

W psychoterapii dynamicznej mówimy często o oporze. Zwykle rozumiemy go prosto: pacjent broni się przed uczuciami i impulsami, które zostały wyparte, bo ich przeżycie wydaje się zbyt groźne. Mikkel Reher-Langberg w drugim tomie Fundamentals of Intensive Short-Term Dynamic Psychotherapy pokazuje jednak, że to dopiero połowa obrazu. W rozdziale zatytułowanym właśnie „What the Patient Resists” stawia pytanie, które wydaje się oczywiste, a okazuje się bardzo głębokie: czemu właściwie opiera się pacjent?

Opór wpleciony w osobowość

Podstawowym zadaniem oporu jest utrzymanie wyparcia tego, co żyje w dynamicznej nieświadomości. U wielu osób z trudnościami nerwicowymi opór z czasem przestaje być jednak reakcją na konkretne uczucia i staje się częścią samej osobowości. Psychoanaliza nazywa to oporem charakterologicznym.

Autor zwraca uwagę na ważną konsekwencję. Taki opór nie atakuje już tylko wypartych treści, ale te cechy człowieka, które są potrzebne, by w ogóle sięgać po emocjonalne zaspokojenie: pragnienie, wolę, ekspresję, prawo do chcenia. Kiedy teraźniejsze dążenia do bliskości i radości zostają stłumione, nieświadome impulsy nie mają się do czego przyczepić. Nie znajdują drogi do świadomości. Nieświadomość jest więc trzymana na dystans pośrednio, poprzez zubożenie całego życia emocjonalnego.

W praktyce wygląda to znajomo. Pacjent nie tyle unika złości na ojca, co w ogóle niewiele chce. Nie tyle tłumi żal, co żyje tak, by nic nie mogło go poruszyć.

Skąd się to bierze

Reher-Langberg wyjaśnia to rozwojowo. Małe dziecko jest z natury nastawione na przyjemność i ekspresję. Czuje swoje potrzeby intensywnie i wyraża je z pełną siłą, nie wątpiąc, że ma prawo do miłości. Gdy jednak te potrzeby są frustrowane, a uczucia, które z tego wynikają, nie znajdują u opiekunów przyjęcia, dziecko wyciąga wnioski. Uczy się, że jego autentyczne ja nie mieści się w relacji z ważnymi dla niego ludźmi. Że nie wolno chcieć za dużo ani za mocno. Że pokazywanie swojego wnętrza jest niebezpieczne, a uczucia są groźne.

Dostosowując się do otoczenia, dziecko buduje więc opór nie tylko wobec określonych impulsów, ale wobec swojej pierwotnej, żywej postawy wobec świata. Autor opisuje ten szerszy opór jako część woli dziecka, która zwróciła się przeciwko niemu samemu. I dodaje piękne sformułowanie: opór jest „dziedzicem jego bólu”.

Opór jako odegranie i rozegranie

Jeśli opór jest dziedzicem dawnego bólu, to warto zapytać, w jaki sposób ta historia pojawia się w terapii. Psychoanaliza od ponad stu lat odpowiada: raczej w działaniu niż we wspomnieniu.

Już Freud w eseju „Przypominanie, powtarzanie i przepracowywanie” z 1914 roku zauważył, że pacjent często nie pamięta tego, co zostało wyparte, lecz odgrywa to, nie wiedząc, że powtarza. Jego przykład: pacjent nie opowiada, że był buntowniczy i krytyczny wobec autorytetu rodziców, tylko zachowuje się w ten sposób wobec lekarza. Freud wiązał to wprost z oporem: im silniejszy opór, tym bardziej odgrywanie, czyli powtarzanie, zastępuje przypominanie. W tym sensie odegranie (acting out) jest formą obrony. Dopóki wyparta treść może zostać rozładowana w działaniu, nie ma potrzeby mierzyć się z nią w bolesnym procesie przypominania.

Późniejsza psychoanaliza dodała do tego pojęcie rozegrania (enactment). Wprowadził je Theodore Jacobs w 1986 roku, opisując ponowne uruchomienie nieświadomych, niesymbolizowanych doświadczeń emocjonalnych w relacji pacjenta i terapeuty. Pierwotnie chodziło o subtelne działania w procesie terapii, odróżniane od bardziej głośnych zachowań mieszczących się w spektrum acting out. Rozegranie rozumiane jest jako splot przeniesienia i przeciwprzeniesienia, działający poza świadomością, często niewerbalnie. Innymi słowy, w rozegraniu bierze udział także terapeuta.

To ujęcie dobrze współgra z opisem Rehera-Langberga. Opór charakterologiczny nie jest wspomnieniem dzieciństwa, lecz jego żywą kontynuacją. Pacjent, który nauczył się nie chcieć zbyt wiele, nie mówi o tym terapeucie. On to robi: jest uprzejmy, zdystansowany, niczego nie oczekuje. A terapeuta, jeśli nie jest uważny, może nieświadomie wejść w rolę tych, którzy kiedyś nie udźwignęli jego uczuć. W ISTDP ta praca odbywa się właśnie tu i teraz, w relacji terapeutycznej, gdzie dawny wzorzec można zobaczyć, nazwać i przeżyć inaczej.

Dlaczego to ważne w gabinecie

To ujęcie zmienia sposób, w jaki terapeuta patrzy na obronę. Opór nie jest przeszkodą postawioną złośliwie na drodze terapii. Jest śladem dawnego cierpienia i dawnej adaptacji, która kiedyś była konieczna. Jednocześnie to, co kiedyś chroniło, dziś odcina człowieka od pragnień, bliskości i sił życiowych.

Dlatego praca w ISTDP nie polega wyłącznie na docieraniu do wypartych uczuć. Równie ważne jest przywracanie pacjentowi dostępu do jego woli i prawa do chcenia. Dalej w tym samym rozdziale autor, opierając się na nauczaniu Rudolfa Bleulera, omawia cztery „filary oporu”, jak nazywał je Davanloo, czyli funkcje, jakie opór pełni w strukturze charakteru.

Dla kogo ta lektura

Ten fragment dobrze pokazuje, za co cenimy całą książkę. Łączy klasyczną metapsychologię psychoanalityczną z bardzo konkretnym, klinicznym rozumieniem tego, co dzieje się w relacji terapeutycznej. Polecamy ją terapeutom, zwłaszcza tym, którzy chcą lepiej rozumieć opór nie jako wroga, ale jako historię pacjenta zapisaną w jego charakterze.

Pełną recenzję książki znajdziesz tutaj: Fundamentals of ISTDP, tom 2. Jeśli chcesz porozmawiać o terapii, skontaktuj się z nami.

Bibliografia

Freud, S. (1914). Remembering, Repeating and Working-Through. Standard Edition, t. 12.

Jacobs, T. J. (1986). On countertransference enactments. Journal of the American Psychoanalytic Association, 34(2), 289–307. doi:10.1177/000306518603400203

Reher-Langberg, M. Fundamentals of Intensive Short-Term Dynamic Psychotherapy, tom 2. Maison de Rien.